|
szalona?
niedziela, 23 marca 2008
Wiosna...
... przyszła a z nią nasza Zuzia... <a href="http://www.fotosik.pl/showFullSize.php?id=1f4e6ad027f0bbc2" target="_blank"><img src="http nasze szczęście ;-)
czwartek, 11 października 2007
Jesień...
... się zbliża nieuchronnie... Jak robi się pochmurno to tak jakby niebo miało spaść nam na glowę. Słońce nie grzeje już tak mocno, ale i tak jak tylko wyjdzie zza chmur to jakby świat odżył na nowo... Nie lubię jesieni. Tej takiej zachmurzonej, deszczowej i wietrznej. Nie lubię, szczególnie dlatego, że muszę siedzieć w domu i wpadam w melancholijny nastrój. Na poprawę nastroju kupiłam dziś czekoladę. Podobno zjedzenie przez mamę przynajmniej jednej kostki czekolady dziennie spowoduje, że dzidzia urodzi się szczęśliwsza. Zacznę ten trening od dziś;-)
poniedziałek, 16 lipca 2007
Podczas...
... miodowego miesiąca zdecydowanie nie powinno się wracać do pracy, a podróż poślubna powinna trwać zdecydowanie dłużej... Dopiero dwie i pół godziny siedzę w biurze, a wydaje mi się, że to wieczność. Dlaczego czas zwalnia tylko w tych złych chwilach i ciągnie się niemiłosiernie, a jak jest nam dobrze to pędzi na łeb na szyję i mija nie wiadomo kiedy. Marzę, żeby było na odwrót. Siedzę więc w pracy i tęsknię do domu. Jestem teraz zupełnie bezproduktywnym pracownikiem. Na szczęście jest pora urlopowa, więc może nikt się nie zorientuje;-) p.s. A wiecie, że marzenia się spełniają?...
poniedziałek, 02 lipca 2007
I ślubuję Ci...
... miłość, wierność i uczciwość małżeńską... Od soboty jestem żoną;-) Jeszcze się oswajam z tą "etykietką";-) Ale jestem najszczęśliwszą madizą na świecie. To był najpiękniejszy dzień w moim życiu, mimo że lało jak z cebra. A to kilka zdjęć z tego dnia... ps. Dziękujemy wszystkim, którzy towarzyszyli nam w tym dniu osobiście i duchowo, i za wszystkie życzenia. Oby spełniła się chociaż część z nich. Dzięki;-)
wtorek, 26 czerwca 2007
4 dni...
... zegar tyka coraz donośniej, a deszcz pada coraz mocniej... Oby się wypadało do soboty. Własnie się przejaśnia. Oby to była dobra wróżba... ps. dla wszystkich, którzy jeszcze nie wiedzą... http://madiza.blox.pl/resource/zawiadomienie__blog.ppt
poniedziałek, 18 czerwca 2007
No dobra...
... zaczęłam się już denerwować. Zostało 12 dni... Teraz jak sobie pomyślę o 30 czerwca to mnie ściska w dołku. Aktualny problem: z welonem czy bez? Nie mogę się zdecydować... Pomocy...
środa, 13 czerwca 2007
Na upał...
... nie będę narzekać, bo wolę jednak ciepło niż zimno, ale jak trzeba w taki upał dojeżdżać do pracy najpierw pół godziny autobusem bez klimatyzacji, potem godzinę kolejką SKM z plastikowymi siedzeniami i nieotwierającymi się oknami (zimą jakoś same się otwierały i nie można ich było zamknąć:), gdy wokół tłoczą się ludziska odczuwający to gorąco i niekoniecznie zawsze używający antyperspirantu, a potem siedzieć 8 godzin w biurze, bez choćby wentylatora, to marzę, żeby się trochę to słońce wstrzymało z tym grzaniem i poczekało jak będę na urlopie... Bardzo proszę...
środa, 06 czerwca 2007
24 dni...
... do BIG DAY. Codziennie ktoś się mnie pyta, czy już się denerwuję, czy już mam stresa, czy juz może z nerwów spać nie mogę. Codziennie ktoś inny. A ja jakoś tak spokojnie czekam na ten dzień. I co gorsza, wcale z nerwów nie chudnę, a miałam... A może tylko mi się wydaje, że jestem spokojna. Stres zjada mnie od środka, a ja sobie tylko nie zdaję z tego sprawy. Całkiem możliwe, że bomba wybuchnie na dzień przed, gdy będę musiała wszystko dopiąć. Żeby to tylko nie skupiło się na R., bo jeszcze się chłopak rozmyśli w ostatniej chwili. No to znowu ujawniła się moja marudząca natura;-) Ale to chyba dlatego, że ja jeszcze tak do końca nie wierzę, że wychodzę za mąż...
wtorek, 17 kwietnia 2007
Z Irlandii...
... juz wróciłam. Faktycznie jest tam zielono, i piękne widoki, i plaże, i wzgórza, i cała masa Polaków... Myślę sobie, że niedługo skolonizujemy tą wyspę;-) No i były moje dzieciaki, za którymi cały czas tęsknię. Na szczęście przyjeżdzają na wakacje, to się znowu sobą nacieszymy. To był też mój pierwszy urlop z R. no i nawet wytrzymaliśmy ze sobą przez te dwa tygodnie bez przerwy;-) Bo było superowo... p.s. a zapomniałabym, kupiłam sukienkę:-)
środa, 21 marca 2007
Ciąża urojona...
... trochę się ostatnio pozmieniało u mnie w pracy. Koordynatorka "mojego" projektu odeszła na emeryturę, ale w zasadzie tylko na dwa tygodnie, bo teraz przychodzi pracować na zlecenie. Kiedyś mówiły mi, że ja mogłabym się przenieść do ich zespołu na stałe, a nie na doczepkę, gdybym tylko chciała. Ale odkąd wszyscy wiedzą, że wychodzę za mąż, to wszyscy widzą mnie już z brzuchem. Wczoraj dowiedziałam się, że również moja była szefowa odchodząc z pracy trzy tygodnie temu wolała na swoje miejsce wcisnąć swoją przyjaciółkę i powiedzieć naczelnej, że ja to sie nie nadaję, bo ja to myślę teraz tylko o ciąży i na pewno zaraz pójdę na macierzyński... Bardzo prorodzinne podejście do pracownika. I faktycznie marzę teraz tylko o tym, żeby znaleźć sobie inne miejsce, dzięki wspaniałym współpracownicom, które uważałam za przyjaciółki... Dostałam kolejnego kopa od życia i niestety stwierdzam, że nie uczę się na błędach. Już się kiedyś zawiodłam na szefie. Wyciśnięto mnie jak cytrynę jak byłam potrzebna, a potem to już nikogo nie obchodziło co się ze mną dzieje... życie... Ależ ja jestem naiwna, no nie?
|
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Czytuję...
Doczep się!
Zaglądam
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||